Czy to była prowokacja?

Jakieś dwa tygodnie temu dostałem przez telefon propozycję zapoznania się z dowodami pokazującymi jak wyprowadzane są pieniądze z naszej Spółdzielni. Dzwonił członek Spółdzielni który nawet przedstawił się z imienia i nazwiska. Nie poznałem głosu Pana, z którym kilkakrotnie rozmawiałem face to face. Uznałem więc, że to może być prowokacja. Ponad to zadałem sobie pytanie, dlaczego on sam mając dowody przestępstw nie zgłosił sprawy do prokuratury. Jakoś się wykręciłem z przyjęcia takiej wiedzy.

O sposobach wyprowadzania pieniędzy ze spółdzielni 27 lipca 2015 roku zamieściłem na ten temat artykuł przepisany ze  stronie internetowej  pewnej Spółdzielni w Warszawie. Kto ma ochotę to proszę, jak to niektórzy mówią „cofnąć się do tyłu” i przeczytać ten tekst.

 


http://osiedlezaciszewaw.pl/

Jak są wyprowadzane pieniądze ze SM? – Nr 65 (159)

Opublikowano 12 lipca 2015 | Przez Czarek Meszyński

Jak są wyprowadzane pieniądze ze spółdzielni mieszkaniowej? Czy to w ogóle jest możliwe? Każda spółdzielnia przecież podlega kontroli i nadzorowi rady nadzorczej, walnego zgromadzenia i związkom rewizyjnym. Kontrola zarządów jest przeważnie nominalna; pozory praworządności  są tworzone na papierze dla członków spółdzielni, którzy mają tylko jedną rolę do odegrania – stada strzyżonych owiec. PŁAĆ I PŁACZ – to główne przesłanie dla spółdzielców od ich zarządów.

Dzisiaj podam cztery najbardziej popularne metody na wyprowadzanie pieniędzy z systemu finansowego spółdzielni mieszkaniowej.

Na bakszysz – to najbardziej rozpowszechniony proceder wśród prezesów polegający na pobieraniu prowizji do prywatnej kieszeni za zlecane usługi: sprzątanie, konserwacje, remonty itd. Każdy przedsiębiorca, który zabiega o zlecenie ze spółdzielni mieszkaniowej wie, że prezesowi trzeba się odwdzięczyć. Jest zlecenie musi być kopertówka, bo w przeciwnym wypadku zlecenia więcej już nie będzie. „Działkowanie” stało się w polskiej rzeczywistości powszechne jak tlen w powietrzu. Kiedyś się mówiło: kto nie smaruje ten nie jedzie, a dziś:kto nie odpali działki ten jest miałki.  Mechanizm bakszyszu jest prosty, przedsiębiorca, który otrzymał zlecenie musi tak je z kalkulować by mieć odpowiedni fundusz dla prezesa. Dlatego wszystkie usługi wykonywane dla SM  zazwyczaj są zawyżone. Pobieranie bakszyszu jest zupełnie bezpieczne ponieważ jest wypłacany „pod stołem” a środki pochodzą z zysku przedsiębiorcy; innymi słowy od zlecenia odprowadzony jest podatek dochodowy i VAT, a z tego co zostanie po odliczenie kosztów trzeba odpalić działkę prezesowi. Taki proceder może trwać całymi latami i jest w praktyce nie do wykrycia. Żaden bowiem prezes ani przedsiębiorca nie będzie się chwalił „działkowaniem” – transakcja jest poufna w stu procentach. Do wszczęcia śledztwa może dojść jedynie wtedy, jak jeden z przedsiębiorców zostanie wyeliminowany z lukratywnych zleceń, a który wcześniej wręczał też łapówki i zacznie sypać korzystając z tzw. „klauzuli bezkarności”, czyli nie zostanie pociągnięty do odpowiedzialności karnej, ponieważ opowiedział o okolicznościach popełnionych przestępstw. Dlatego też w SM rzadko zmienia się dostawców usług.

Na kamikadze – sposób ryzykowny, ale przynoszący szybkie i wymierne zyski. Pewna kasjerka (D.L.) w latach 2003 – 2008 ze SM w Chojnicach działając wspólnie z ustaloną osobą przywłaszczyła co najmniej 416 000 zł w ten sposób, że wybierała z kasy pieniądze na dokument KW, podrabiając podpisy członków spółdzielni. Ten proceder z pewnością by trwał przez następne kilka lat, gdyby prokuratura rejonowa nie wszczęła śledztwa.

Na zakupy – metoda w miarę bezpieczna polegająca, że pod pretekstem robienia zakupów do SM prezes kupuje różne towary i usługi na własne prywatne potrzeby. W ten sposób zakupić można praktycznie wszystko od papieru toaletowego poprzez smartfony, komputery a nawet po kosztowne studia MBA. Trzeba mieć tylko „zaufaną” księgową i osobny segregator na trefne faktury, który będzie głęboko ukryty przed oczami dociekliwych spółdzielców.

Na stratę – ta metoda wymaga już zastosowania inżynierii finansowej. Jeżeli w spółdzielni ma pojawić się nadzwyczajny zysk trzeba wcześniej wykreować stratę. Strata jest wirtualna a pieniądze realne. Spółdzielcom na Walnym z zatroskaną miną mówi się, że SM poniosła w poprzednich latach stratę, ale dzięki nadzwyczajnym dochodom będzie można ją z tego właśnie źródła pokryć, dzięki czemu nie trzeba podnosić czynszów. Wszyscy są happy, członkowie głosują tak jak prezes sobie życzy nie zastanawiając się nad sensem takiego działania. Pieniądze na papierze znikają ponieważ została pokryta strata i każdy jest w stanie to zrozumieć. W realu te pieniądze jednak spokojnie leżakują na koncie bankowym.  I tu nasz „przedsiębiorczy” prezes potrzebuje wspólników tj. zaufanej księgowej, która to odpowiednio zaksięguje i zaprzyjaźnionej firmy, która wystawi faktury na wirtualne usługi np. remonty, które nigdy się nie odbyły. Ze względu na wysokie koszty związane z „wynagrodzeniem dla wspólników” ta metoda ma zastosowanie, gdy są do wyprowadzenia większe sumy pieniędzy.

To tylko niektóre sposoby wyprowadzania kasy spółdzielców. Pomysłowość prezesów w praktyce nie zna granic. A jak to jest możliwe, że ten proceder trwa tak długo? Przyczyny są bardzo proste:

  • brak nadzoru właścicielskiego spółdzielców,
  • rozliczanie przychodów i kosztów metodą „wspólnego worka” zamiast odrębnie dla poszczególnych nieruchomości.

Autor: Czarek Meszyński

 Ja  jestem przekonany, że w naszej Spółdzielni takie rzeczy nie mają miejsca, choć pewne zjawiska mogą świadczyć, że byłoby to możliwe. Np. olbrzymi dług wewnętrzny.

 

 

 

 

Każdy jest ułomny

List, który otrzymaliśmy przepełniony silnymi emocjami oraz żalem, jest w rzeczywistości bardzo smutny. Pod tymi wszystkimi słowami kryje się niewyjaśnione spojrzenie na Świat jako coś, co jest przeciwko nam. Niezrozumienie. Wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. W sposób widoczny lub niewidoczny. Mający wady fizyczne jak i leżące głęboko w naszej psychice. Nie ma ludzi PEŁNOSPRAWNYCH. Są mniej lub więcej poszkodowani przez los. WSZYSCY. Nie oceniajmy więc innych po, w gruncie rzeczy, dających się wytłumaczyć słowach lub zachowaniach. Po małych rzeczach, drobiazgach wyrastających na ogromne, nie dające się – jak się w danej chwili wydaje – okiełznać. Żądając empatii od innych też miejmy ją w sobie. Każdy doświadczył nieszczęścia lub może ono Go spotkać. Zatrzymajmy się w danej chwili i patrząc na KOGOŚ spójrzmy na SIEBIE. ON mnie nic nie daje, a nawet chce zabrać. A czy Ja  JEMU mogę coś dać? Każdy Człowiek przeżywa takie chwile w których głośno się pyta: Dlaczego Ja? Dlaczego mnie to spotkało? Czy ten, który w naszym mniemaniu jest lepszy, zdrowszy lub bardziej bogaty POWINIEN się ze mną, bo jestem lub tak mi wydaje się, że jestem gorszy, bardziej chorzy lub biedniejszy, TYM CZYMŚ PODZIELIĆ. A jeżeli On myśli tak jak TY myślisz? On też chce od CIEBIE tego samego? I powstaje pytanie: Kto ma dać a kto ma brać?

Kultura europejska opiera się na trzech filarach: prawie rzymskim, greckiej filozofii i sztuce oraz etyce chrześcijańskiej.

W etyce chrześcijańskiej jest powiedziane: Nie kradnij! A czym jest żądanie czegoś używając przy tym swojej siły – fizycznej czy psychicznej. Słowa które wywołują u kogoś poczucie winy jest właśnie użyciem siły. Często takie poczucie wywołują u swoich dzieci ich rodzice. I często otrzymuje to, co chcą mieć. Często też, w późniejszym czasie, kiedy i dzieci są starsi one stosują tę SIŁĘ wobec innych. I często to otrzymują. Zdarza się też, że żądanie otrzymania czegoś jest poparte wyrażaną postawą kogoś ważniejszego, lepszego. W danej społeczności jest to np. w różny sposób przekazywana współplemieńcom informacja, że JA mogę więcej, bo wiem z kim i JAK rozmawiać, bo mam sobie „przyjaznych” ludzi lub wiem, jak komuś zaszkodzić. I jak w używanej przez wiele, bardzo wiele osób etyce takie zachowanie nazwać. Chyba też analogicznie do przykazania „nie kradnij”.

Sztuka grecka stworzyła kanon piękna i jego kult . Piękna materialnego a także duchowego. W ogóle pięknego życia. Czy ja, będąc starym,” zgrzybiałym” dziadkiem, za którym żadna dziewczyna już się nie obejrzy, mam prawo, aby młodemu przypisywać litanie niecnych przywar i to tylko przez zwykłą zazdrość? Czy mam prawo nie lubić sąsiada, bo on kupił sobie nowy, lepszy samochód? Większość chce żyć piękniej – mieć piękne domy, drogie ubrania a wczasy spędzać w drogich hotelach. Jednak nie wszystkim jest to  dane i nie będzie dane. Nie będę miał w domu „Myśliciela” Rodina. Mogę go tylko sobie obejrzeć w muzeum, jeżeli stać mnie na wyjazd do Paryża. A jak nie stać, to oglądam tę rzeźbę na obrazku. Pięknie żyć to nie znaczy wszystko, co chcę, mieć. Pięknie żyć, to znaczy akceptować wszystkich ludzi takimi jakimi są. A w akceptacji mieści się też zwykła pomoc. A dlatego zwykła, że nie wymuszona. I nieograniczająca wolności drugiego człowieka.

Rzymianie jako jedni z pierwszych, spisali umowy między ludźmi związane z organizacją życia społeczności. W bardzo praktycznym celu. Aby ta społeczność mogła przetrwać i mogła się rozwijać. Spostrzegli oni, że zwyczaje grupy dotyczące wzajemnych relacji zmieniają się w zależności od różnych czynników. Są przez różnych członków różnie interpretowane a nawet, z czasem negowane. A podstawą trwania społeczności jest trwanie pewnych zasad życia. Tych podstawowych. Te zasady wynikające też z religii (Dekalog, Koran itd.) zostały zapisane w prawie jako zdania uniwersalne, dla każdego. I tak zasada „Nie kradnij” bo grzeszysz i Bóg Cię ukarze została przetransponowana do społeczności jako „Nie kradnij” bo osłabiasz nas wszystkich i my cię ukarzemy. Zapisy prawa (czyli umowy społecznej) powielono na wszystkie dziedziny życia ludzi. My też z nich korzystamy. Wiedząc „co wolno a czego nie wolno” – czyli na co się umówiliśmy, daje nam możliwość pięknego życia dla siebie i innych. Np. bez tego „kradzenia przez wymuszanie”.

Jest też jeszcze jedna ważna zasada.  Jawność życia społeczności. Jasne, jawne zasady życia grupy pozwalają na nie zmniejszająca się jej wielkość a nawet na jej rozwój. Wszyscy wiemy, że jeżeli coś zaczniemy ukrywać przed innymi to powoduje podejrzenia niecnego działania, powstanie „grup interesów” i totalny PODZIAŁ społeczności. Powstają wtedy wrogie sobie obozy, które wyniszczają siebie wzajemnie doprowadzając do całkowitego unicestwienia.     Niektórym „nawiedzonym” o to chodzi. I nie robią tego rozmyślnie. Taką mają osobowość.           

 

Czy? Kto? Kiedy? Jak? Dlaczego?

Czy?

Czy to prawda, że została zmieniona kolejność odbywania drugich części walnego?

Kto?

Mógł to zrobić tylko jeden organ. Ten, do którego prerogatyw należy ustalanie daty zebrania. A czy ktoś jeszcze brał w tym udział ? Ha…

Kiedy?

Decyzja o ww. fakcie będzie ogłoszona – zgodnie z przepisami – na 14 dni przed pierwszą częścią.

Dlaczego?

Tu można domniemywać, że chodzi o takie wpłynięcie na wyniki głosowań „aby było po naszemu”.