Tabakiera dla nosa czy nos dla tabakiery, czyli… Spółdzielcza bajka o śmietniku.

Dowiedziałem się ( nie tylko ja, ale i inni), dlaczego w naszej spółdzielni jest tak (źle) a nie inaczej. Dowiedziałem tego się z ust przedstawiciela zatrudnionych przez nas pracowników.

TO MY CZŁONKOWIE JESTEŚMY WSZYSCY SOBIE WINNI.

 I to nie dlatego, że wybieramy nieodpowiednich przedstawicieli do władz samorządowych spółdzielni. Nie dlatego, że ci wybrani przez nas ludzie zatrudniają nieodpowiednich pracowników. Nie dlatego, że stawki „na eksploatację” lub „na remonty są bardzo niskie. Wszystkiemu jesteśmy winni MY, Członkowie Spółdzielni.

I tak np. mimo wielkiej pracy informacyjnej pracowników polegającej na wywieszaniu na tablicach instrukcji, powtarzanej potem wielokrotnie na wszelkiego rodzaju zebraniach oraz wielkiego trudu przy sprzątaniu, bezustannie śmiecimy, wystawiamy „gabaryty” nie tam, gdzie trzeba i kiedy trzeba a „zielone odpady” wyrzucamy za siatkę naszych ogródków.

Przekonanie, że zrobiono już wszystko w tej sprawie a wina leży po stronie tych, dla których to robiono było tak silne, że ciarki przeszły mi po plecach. Było to, bowiem, najczystszej wody myślenie tej grupy naszego społeczeństwa, która uzurpuje sobie posiadanie „wadzy” nad tym społeczeństwem. Mimo nieposiadania odpowiedniego przygotowania (różnego rodzaju) a piastowania tylko stanowiska urzędniczego (obojętnie, jakiego szczebla), czyli bycia członkiem wielkiej partii urzędniczo-prawniczej, po prostu biurokracji, możliwe jest takie myślenie.  Winien jest lud. W tym przypadku, – bo dookoła siebie brudzi a MY – urzędnicy przecież daliśmy instrukcję by tego nie robił. Nie chcecie nas słuchać to żyjcie w brudzie!!! Koniec. Kropka!

A teraz wyjaśnienie. Nasz KN trzykrotnie pisemnie zwracał się do administracji i władz samorządowych o przeniesienie śmietnika. Jest on usytuowany między blokami, w niewielkiej odległości (ok. 8 m) od naszego budynku. Do niego wrzucane są śmieci z okolicznych budynków ( w sumie sześciu -6) z czego jeden jest budynkiem wielopiętrowym i kilkuklatkowym tak, że liczba mieszkających tam ludzi równa się liczbie mieszkańców pozostałych pięciu. Sama „altanka śmietnikowa” jest mała a do tego sprząta ją jedna, jedyna gospodarz obsługująca dwa niskie budynki. Dochodzi do tego fakt składowania przy tej „altance” tak zwanych „gabarytów” oraz „odpadów zielonych” ( a wszystko obok, na ziemi) oraz usytuowania przy niej( w altance się nie mieszczą) pojemników na „odpady segregowane suche”, czyli papier, plastik, szkło i inne. Co ciekawe, pod ten śmietnik są przynoszone gabaryty oraz odpady zielone także przez wielu mieszkańców zza miedzy, czyli przebiegającej niedaleko ulicy. Konstrukcja śmietnika jest niefunkcjonalna. Otwory do wrzucania śmieci i drzwi do wytaczania pojemników są po jednej stronie altanki i to po stronie od trawnika. Pracownicy odbierający pojemniki wytaczają je na trawnik, bowiem nie mieszczą się one wąskim chodniku. Także kontenery na odpady zielone są stawiane na tymże trawniku. Ponieważ otwory do śmietnika nie są zabezpieczone siatką cały czas urzędują w nim gołębie. Jakby to było mało, to można dodać, że buszują po nim, przeważnie w nocy, różnego autoramentu gryzonie. Proszę sobie wyobrazić, jaki SYF dookoła występuje.

Żeby jeszcze było mało należy dodać rzecz całkowicie niedopuszczalną, bowiem dotyczącą bezpieczeństwa ludzi, a przede wszystkim dzieci idących do pobliskiej szkoły. Stojąca „śmieciara” całkowicie blokuje dojazd do szkoły jednocześnie zasłaniając widok tak, że ludzie, w tym przeważnie dzieci, nieraz omijają ja „na ślepo”. Jednocześnie samochody osobowe i idący ludzie wydeptują trawniki, przez co zrobiło się klepisko. I tak dalej, i tak dalej.

Niedopuszczalne jest, aby pracownik spółdzielni, bądź, co bądź mający obowiązek pracować na rzecz członków tejże spółdzielni – od nich bierze za tę pracę pieniądze – twierdził, że zrobić już więcej niż on zrobił(patrz wyżej) nie można. To, powtarzam, mieszkańcy są winni. Najlepiej by było, gdyby tych mieszkańców nie było. Nie było by tych problemów. Taka postawa jest, powtarzam, typową postawą urzędnika- biurokraty.

A rozwiązać problem już nie chce, nie może lub nie umie!

Propozycja „nie do rozważenia”

Do rozważenia przez następcę byłego „specjalisty” „od finansów” i całej Rady.

Z tych krótkich fragmentów wywiadu z bądź, co bądź królem naszej giełdy, Człowiekiem, który umie robić pieniądze w tym restrukturyzować każde przedsiębiorstwo można wyciągnąć wnioski i dla naszej Spółdzielni. Z zastrzeżeniem: należy uwzględnić czynniki zasad spółdzielczości, czyli, – dla kogo pracujemy! (Sądzę, że adresaci tej propozycji mają „ii” powyżej średniej a także ich celem jest praca dla naszej społeczności)

Wywiad w FORBES z Romanem Karkosikiem

….Na czym tak naprawdę polegało wejście do wymagającej restrukturyzacji spółki?

Przede wszystkim priorytetem jest kontrola kosztów. Bez względu na firmę, charakter jej działalności, branżę, trzeba się przyjrzeć nawet najmniejszej śrubce, odpowiedzieć na pytanie, czy ta śrubka jest potrzebna i warta swojej ceny…..

….Tnąc koszty, musiał stykać się Pan z oporem także załogi…

Raczej nie, może jakieś pojedyncze przypadki…..

….Naprawdę nikt u Pana nie zastrajkował?

Jakby zastrajkowali, tobyśmy po prostu wyłączyli im światło….

…..Byłby Pan zdolny do takiego ruchu?

Raz faktycznie mieliśmy w którymś zakładzie naprawdę napiętą sytuację, ale nigdy do ostateczności nie dochodziło. Wystarczyło, że druga strona, czyli załoga, miała świadomość naszej determinacji. ….Tam wszystko trzeba by wycinać siekierą, wejść brutalnie z butami i powyrzucać ludzi na bruk. To byłoby może możliwe, ale trudne w sytuacji, gdy ma się do czynienia z ludźmi, którzy są okopani w swoich strukturach…..

 

Następne zdanie dotyczy rad prawniczych, jakie daje nam we wszystkich sprawach nasz kochany doradca. Lepiej by było, aby zajął się tylko sprawami sądowymi, bowiem to akurat nieźle(?) Mu wychodzi.

 

…Powtarzam to stale: jak się chce zrobić biznes, to trzeba wyłączyć z procesu prawników….

 

Poza tym mamy wreszcie szansę na zupełną odnowę naszej Spółdzielni, czyli jej restrukturyzację – gospodarczo i mentalnie!